Username:

Password:

Fargot Password? / Help

oferty pracy w Londynie

November 18, 20112 years ago

Tygodnik Oferta 41 Polish Weekly Magazine

To już 41 wydanie Tygodnika Oferta najlepszego polish weekly magazine w Wielkiej Brytanii. Z tygodnia na tydzień przybywa nam stron, co nas niezmiernie cieszy, coraz więcej firm zamieszcza swoje ogłoszenia i reklamy ponieważ wiedzą, że siła jest teraz w internecie a nie w papierowych gazetach w których informacje sa zawsze przeterminowane, wystarczy skorzystać codziennie z tvn24.pl żeby być na bierząco z tym co się dzieje na świecie. Oferty pracy w Londynie to nasz priorytet którego zawsze będziemy się trzymać. Read more
October 21, 20113 years ago

Praca Londyn Tygodnik Oferta 37

Aż 66 stron w tym tygodniu. Znajdziecie ogłoszenia z pracą w Londynie między innymi dla sprzątaczek, aż 100 ogłoszeń, dodatkowo nowe firmy, firmy transportowe oraz zakłady fryzjerskie w Londynie. Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników największej internetowej gazety w UK. Tygodnik Oferta prawdziwa Anglia jest tutaj. Read more
September 22, 20113 years ago

Praca Londyn - Job centre

Jeżeli chodzi o strony www gdzie znajdziecie najwięcej ofert z pracą w Londynie to polecamy w szczególności tzw. Job centre, jest to rządowa strona gdzie są tysiące ofert pracy w UK. Można wyszukiwać prace na przykład oddalone od was w odległości od 15 mil do powyżej. Wszystkie oferty są podzielone na kategorie np. Praca kierowcy Anglia, czy praca Londyn, oczywiście wybieramy wszystko w języku angielskim, w naszej gazecie znajdziecie także około 100 ogłoszeń tygodniowo z pracą najbardziej poszukiwaną. np. praca dla sprzątaczek, praca w magazynach itp. Pracę na Job centre można znaleźć bardzo szybko. Dodatkową ciekawą informacją jest to że jeżeli pójdziecie do lokalnego Job Centre to macie tam specjalne maszyny dzięki którym znajdziecie wszystkie oferty, wtedy drukujecie sobie taką ofertę i za darmo dzwonicie z telefonu który jest w placówce. Czyli za darmo możecie znaleźć pracę w Londynie. Znam parę osób które w 1-5 dni w ten sposób znalazły pracę. Lokalnych Job centre jest mnóstwo więc zapewne kilka kroków od Twojego domu takie się znajduje. Pracy w Londynie jest mnóstwo. Wystarczą chęci a nie siedzenie na internecie i narzekanie że nie ma pracy. Read more
September 21, 20113 years ago

Praca Londyn

W Londynie znajdziecie mnóstwo ofert pracy, między innymi na naszej stronie www.tygodnikoferta.co.uk. Jeżeli przyjechaliście dopiero na Wyspy Brytyjskie i szukacie pracy w Londynie, warto jest posłużyć się Google. Jeżeli szukacie pracy na zwykłych stanowiskach nie wymagających wysokich kwalifikacji warto ruszyć w teren. W Londynie jest mnóstwo firm i fabryk, wystarczy 1-3 dni w terenie i na pewno coś się znajdzie. Ja osobiście po przyjeździe do Londynu odwiedziłem około 20 fabryk i firm w zachodnim Londynie. W ciągu 2 dni znalazłem prace w magazynie, nie był to szczyt moich marzeń ale pierwsze zarobione funty z których po 3 tygodniach kupiłem 1 laptopa w Currys-ie. Wysyłanie CV lub przeglądanie internetu zostawcie na początku. Działania w terenie dają najlepszy rezultat. Siedząc w domu przed komputerem i wpisując w Google praca Londyn, praca w Londynie znajdziecie sporo ogłoszeń ale trzeba być maksymalnie szybkim żeby dodzwonić się jako pierwszy. Praca w Londynie jest była i będzie, to samo jak w Warszawie. Zwykłej pracy jest mnóstwo. A więc uderzajcie w teren po prace! Życzymy powodzenia. A ponad 100 ogłoszeń z pracą znajdziecie co tydzień w Tygodniku Oferta. Read more
August 14, 20113 years ago

27 wydanie Tygodnika Oferta

W 27 wydaniu znajdziecie aż 97 ogłoszeń z pracą dla kasjerek. Dodatkowo zapraszamy do zakupu Katalogu Firm 2011 w którym znajdziecie ponad 400 agencji pracy z Londynu włącznie z numerami telefonów co pozwoli znaleźć Wam pracę w Londynie w ciągu kilku dni. Zapraszamy także do przesyłania reklam do naszej gazety, ceny mamy najniższe na rynku więc warto skorzystać a pozycja w Google bardzo wysoka. Każdy reklamodawca otrzyma od nas darmowy artykuł sponsorowany, który pomorze wypromować jego firmę w wyszukiwarkach internetowych. W przyszłym tygodniu zamieścimy artykuł, w tym tygodniu same konkrety. Przerwa wakacyjna zmusiła nam do ograniczenia tekstów. Jeżeli czujecie się na siłach i chcecie abyśmy opublikowali Wasze artykuły piszcie śmiało. Pomożemy wypromować Was jak najbardziej. Pozdrawiamy serdecznie. Ekipa Tygodnika Oferta, największy internetowy tygodnik w Wielkiej Brytanii. Mamy prawie 30000 unikalnych czytelników, ta liczba z tygodnia na tydzień rośnie! niedługo przekroczymy magiczną barierę 1 miliona wyświetleń stron naszej gazety! Będzie co świętować! Read more
July 23, 20113 years ago

Polak Polakowi wilkiem

Wytrzymałem na tym podnoszeniu ciężkich boksów, tylko i wyłącznie dlatego że australijski Supervisor przeniósł mnie na inny dział, dział przyjęcia towaru. Na tym dziale był team leaderem Polak, hmmm jak się później okazało Polaczek, nie Polak. Traktował wszystkich przedmiotowo i dbał tylko o Swoje 4 litery. Niby był najlepszym kolegą każdego z pracujących Polaków a tak naprawdę był zwykłym najzwyklejszym leszczem. Pracowaliśmy z kumplem przez agencje, jak pozostałe 100 osób na tym dziale, czterech Polaków miało tak zwanego pernamenta czyli stała umowę i pracowali po 7,5h dziennie w przeciwieństwie do nas pracujących 12h dziennie plus weekendy. I nie było tak, że ktoś się pytał czy chcemy przyjść do pracy w sobotę czy w niedziele, tylko podchodził supervisor i mówił „Ty pracujesz w sobotę i w niedziele 12h a ty w sobotę 12”. Miałem jakieś plany, chciałem załatwić coś w banku wszystko na marne, nic nie można było zaplanować. Mówię do supervisora „Musze mieć wolną sobotę” a on na to „Możesz mieć ale nie przychodź już w poniedziałek, bo nie będzie dla Ciebie pracy”. Wszystko było proste jak drut, typowy obóz pracy, może nie do końca ponieważ nie był taki jak się to słyszało w telewizji. Naszym zadaniem było rozładowywanie tirów elektrycznymi wózkami na który zrobili nam wewnętrzne szkolenie, czyli takie, którym po odejściu z firmy można było się podetrzeć. Ale był jeden plus tego szkolenia, nie trzeba było już ciągać ciężkich palet zwykłym paleciakiem. Rozglądając się wokół zobaczyłem prawdziwą Anglię nie tą piekną i miodem płynącą, ale tą gdzie „Polacy” chcą jak najszybciej zrobić karierę. Pamiętam jak jedna z Polek została awansowana na supervisora, zmieniła się w momencie. Jak mówi stare polskie powiedzenie „Daj mi władze a pokaże Ci kim jestem”. Jak zobaczyłem co ona wyprawia, to ręce mi opadły. Do swoich rodaków „Zapi.... szybciej!” „No dawaj k... nie możesz szybciej pracować to Cie zwolnie!”. Piękny Polak w UK. Drugim idiotą był pracujący polski team leader. Wielki przyjaciel każdego rodaka. Kiedyś wydarzyła się sytuacja gdzie nie dostałem pieniędzy za 3 tygodnie, wszyscy dostawali a mnie jakoś ta przyjemność omijała. Więc ide do supervisorki i mówie, słuchaj nie dostałem wypłaty przez 3 tygodnie a ona do mnie z uśmiechem na twarzy „Hahahaha przecież to twój problem że nie masz pieniedzy” Więc podarem kwitek z zerem na koncie rzuciłem przed nią i mówie „Narazie ide do domu nie będę pracował za darmo, bo to nie pomoc społeczna, tylko ciężki kawałek chleba” i wyszedłem, za pół godziny znajomy dzwoni i mówi, że słyszał że jak nie wróce w ciągu 2 godzin to mnie zwolnią. Wkurzyłem się dzwonię do pierwszego lepszego prawnika z polskiej gazety a on mówi „Pracuje Pan przez agencje pracy więc mogą Pana zwolnić w dej chwili bez przyczyny”. No to się wkurzyłem na maxa. Szybka kalkulacja w głowie, że nie dam rady bo to początki w UK i grosza na koncie nie za dużo. Wróciłem po godzinie, wszyscy pracownicy agencyjni z wielkim szacunkiem oddali mi honor. Wiedzieli że dobrze zrobiłem, że się postawiłem. Każdy w tej firmie czuł się jak śmieć tak naprawdę, bo miał wbite w głowę, że nie znajdzie innej pracy i na tą jest skazany. Wiadomo większość Polaków tam pracujących nie znała języka, ale jak to mówią do odważnych świat należy. Jak się później okazało team leader Polak chciał żeby mnie zwolnili, że tak nie może być że pracownik wychodzi sobie rzucając wszystko i wtedy każdy poznał co to za szumowina. Drugi mądraliński to pracownik tego samego działu ale bez żadnych stopni awansu. Nie przepadał za mną bardzo mocno. Więc pewnego dnia podszedł do mnie i mówi „Zrobię tak że Cię zwolnią, podłoże Ci świnie więc lepiej szukaj nowej pracy”. W pierwszym momencie pomyślałem żeby znokautować go lewym sierpowym, ale trochę szkoda mi było go bo był wegetarianinem więc od klaskacza z otwartej pewnie głowa by mu spadła. No i wygrałby bitwę bo by mnie zwolnili. Myślę co tu zrobić. Stres niemiłosierny i ciągle jego szyderczy uśmieszek. Pogadałem ze znajomymi i mówią wal do jego przełożonego co ma stały etat. Tak jak poradzili tak zrobiłem. Poszedłem do jego team leadera, akurat była to litwinka, ale normalna i mówię o całej sytuacji. A ona mówi do mnie „Słuchaj jesteś takim samym pracownikiem jak on, to że on ma stała umowę a ty pracujesz przez agencję nic nie znaczy, daj mi czas do jutra załatwię tą sprawę”. Przychodzę na drugi dzień do pracy i co widzę pod biurem, koleżkę co chciał mnie zwolnić ze spuszczoną głową i trzech team leaderów. Jadą po nim jak po starej chabecie, prawie się rozpłakał. Za 2 godziny przyszedł i mnie przeprasza. I tak się skończyło jego kozakowanie. Brak komentarza. Takie są początki na Wyspach większości, nie mówię o sierotach co przyjechały na gotowe. Jeżeli załatwi Ci ktoś prace w Anglii i zaczynasz od razu bez różnych ekscesów to masz szczęście, ale jak stracisz tą prace i nie znasz języka, to życzę Ci powodzenia. Spadniesz z drabiny 2 razy szybciej niż na nią wszedłeś. Znam sytuacje gdzie taki sierota stracił prace i poszedł na rozmowę kwalifikacyjną do zwykłej agencji pracy na pytanie How old are You? Odpowiedział Thanks I'm fina and You?. O zgrozoo. Nie mówie, że wszystkie przypadki są takie same, ale mogę powiedzieć jedno, że powiedzenie „Jak ci Polak nie zaszkodził za granicą to i tak Ci pomógł”. Polecam bardzo mocno stronę www.funciak.blox.pl to już ekstremalna strona z pobytu w Anglii. Ale niestety a może stety muszę powiedzieć, żę 99% opisanych rzeczy na tej stronie to „czysta, brudna prawda” (słowa Sokoła z WWO, piosenka o tym samym tytule). Za tydzień kolejna część!.
July 23, 20113 years ago

Hardcorowe warehouse-y i piwo K

Po perypetiach na myjni samochodowej i nauczeniu się podstawowych słów, czyli Hello Boss, orajt Boss, myjnia została zamknięta z powodu zakończenia kontraktu na wynajem. Cieszyliśmy się z tego faktu ale trzeba było znaleźć nową pracę. Szukaliśmy jej około miesiąca nasz dług u Armenek urósł już do sumy około 500 funtów na głowę, chodziliśmy po agencjach od jednej do drugiej, w jednej mówili od razu jak się nauczycie języka to wróćcie z powrotem, a był rok 2006, czyli początki wstąpienia Polski do Unii. Po nieudanych łowach w agencjach pracy postanowiliśmy uderzyć bezpośrednio do firm i tak od drzwi do drzwi chodzimy pytamy. Nic a nic nie ma, ale w jednej bramie wielkiej hurtowni okazało się że coś może być. Ochroniarz dał nam namiary na agencje pracy która przyjmowała do pracy. Zadzwoniliśmy i łamanym angielskim, Kali chce praca dobry pracownik, my chcieć pracować dogadaliśmy się i umówiliśmy na spotkanie. Byliśmy wniebowzięci pojawiła się iskierka nadziei że nie wrócimy do Polski z kosmicznymi długami. Oczywiście to że jeszcze tu byliśmy zawdzięczamy Armenkom które nas utrzymywały, policzyliśmy naszą kasę mieliśmy razem 10 funtów, ale jak to w polskiej mentalności bywa trzeba było oblać udany dzien. Poszliśmy do ciapka do sklepu patrzymy na półkę z piwami, hmmm co tu wybrać najlepiej coś taniego żeby się nie wykosztować, więc szukamy browarów o największym woltażu. Znaleźliśmy piwo K miało prawie 10% i było w miarę tanie, kupiliśmy 6 sztuk, wróciliśmy do domu odpaliliśmy muzę z Sunrise Festival na naszym laptopie, który był jedynym naszym dobytkiem na emigracji. Po 3 sztukach przyjętych na klatę byliśmy pijani w sztos, piwo smakowało jak piwo ze spirytem. Ale jak to my Polacy było nam mało, poszliśmy jeszcze dokupić 4. Wróciliśmy do domu maszerując od krawężnika do krawężnika, Wypiliśmy w domu po pół tego piwa i film się nam urwał. Rano czuliśmy się jak potraceni przez tira. Odradzamy te piwo w większych ilościach chyba że chcecie przeżyć ponowne narodziny. Za kilka dni poszliśmy na spotkanie, ochroniarz wpuścił nas na nie bez problemów, kumpel akurat miał urodziny, więc to był dobry znak. Przeszliśmy rozmowę i dostaliśmy prace, kamień spadł nam z serca. To był początek naszej przygody w UK. W poniedziałek przyszliśmy do pracy, był to ogromny warehouse, mega ogromny, pracowało w nim 400 osób z czego 300 Polaków, zajmował się dystrybucją książek, płyt dvd na cała Anglie, jeżeli pamiętacie sklepy Woolworths które później splajtowały. Supervisor pokazał nam całą fabrykę, była przeogromna, ale wszędzie było słychać polskie rozmowy, to nas umocniło w przekonaniu że nie jesteśmy sami. A sama firma znajdowała się 10 min piechota od naszego zabójczo beznadziejnego domu. Chociaż nie będziemy wydawać na bilety pomyśleliśmy, bo z kasą się nie przelewało. Zostaliśmy wysłani oczywiście na najgorszy dział piking, dostaliśmy wózki takie jak w Tesco czy innym supermarkecie i jeździliśmy między alejkami i zbieraliśmy zamówienie z kartki, książki przeważnie. Pomyśleliśmy ale super praca jeździmy sobie wózeczkiem i zbieramy książki, tak jak na zakupach i dostajemy jeszcze za to kasę, ale nasze zdanie uległo zmianie gdy tak jeździliśmy 12h bez przerwy, po pierwszym tygodniu i pracy 6 dni w tygodniu po 12h mieliśmy trochę dosyć tych wózeczków. Po około 2 tygodniach i robieniu 20 kilometrów dziennie przenieśli mnie na dział despacz taka wysyłka już zrobionych zamówień, wtedy dowiedziałem się jak książki są ciężkie, a uwierzcie mi że 30-40 książek w kartonie waży z 15kg czasami 20, musiałem z palety wrzucać te książki na taśmę w tempie maksymalnie przyspieszonym. Nie było mowy o chwili postoju bo taśma by się zatrzymała, po hałas niemiłosierny, huk maszyn z rolkami na których jechały kartony, był przerażający, po 12h i podniesieniu około 500 kartonów ważących 15-20kg miałem dość Anglii. Pracowałem tak 2 tygodnie i powiedziałem sobie, mam gdzieś tą Anglie, wracam do Polski…
July 23, 20113 years ago

Kto nie pracował na myjce nie wie co tu jest grane!

Kto nie pracował na myjce nie wie co tu jest grane! Każdy z nas po przyjeździe do Anglii jest nią zachłyśnięty a wręcz można powiedzieć przydławiony. Lecisz pierwszy raz samolotem wielkie przeżycie niektórzy się cieszą niektórzy są w takim stresie że egzamin maturalny to przy tym błahostka. Wsiadamy do samolotu czujemy się już lepsi i ważniejsi od znajomych z naszej wioski z której pochodzimy. W myślach widzimy nasz powrót do Polski z wypchanym po brzegi portfelem, nie będzie już picia piwa pod blokiem czy pod sklepem na wiosce. Wszyscy bedą nam zazdrościć, podziwiać, kłaniać się, dopytywać jak jest w tej Anglii. Chwilę po wylądowaniu na lotnisku zapewne odezwą się starzy znajomi z Polski którzy pracują w hipermarkecie na kasie za 800 złoty. Wysiadamy na jednym z londyńskich lotniska sama wielkość nas przeraża jest ogromne, w porównaniu z Okęciem to jak hotelik przy trasie i Marriot w centrum Warszawy. Po wyjściu z samolotu idziemy korytarzami do wyjścia. Widzimy celników z psami labradorami, które rzucają się na nas jak oszalałe. Myślimy Jezu czemu jestem podejrzany!!! Celniczka ze stoickim spokojem podchodzi do nas i pyta “Sousagge?” My myślimy Matko Boska o co jej chodzi. Jak się okazuje chodziło o wiejską kiełbasę którą mama zapakowała na złe czasy. Oprócz tego że cały pokład czuł jej zapach i jedna z Pań która zapewne już siedziała w Anglii ze 2 lata strasznie się oburzyła że jej palto z Primarku (sklep uwielbiany przez Polaków i Hindusów, bardzo tanie ciuchy) było w tym samym schowku co kiełbasa. Pachniało Polską w 100% po wyjściu z samolotu. Po historii ze swojską udajemy się na czekający na nas bus, oczywiście z polskim kierowcom, znajdujemy go po napisie na boku Poland Express. Wsiadamy do na wpół pełnego busa, kierowca Polak, pyta się jak podróż itd. Jedziemy do Londynu około godziny, piękną trój pasmową autostradą, oczywiście szokuje nas brak dziur i podskoków samochodu. Niektórzy przyzwyczajeni do polskich dróg ala ser szwajcarski nie mogą pojąć jak można jechać bez podskakiwania dłużej niż 200 metrów. Dojeżdżamy do domu naszych znajomych, którzy ściągnęli nas do Anglii, wysiadamy jak obładowani tragarze ze zlikwidowanego Stadionu XX-lecia. Wchodzimy do ich domu. Pierwszy szok, jak tu ładnie własna kuchnia, własna łazienka, pokój dzienny, sypialnia dom o którym marzymy w Polsce. Oczywiście po kilku wymienionych zdaniach wiemy że jest wynajmowany. Nic tam jest super. Znajomi zaprowadzają nas do innego domu znajdującego się kilka przecznic dalej. Powiedzieli że będzie blisko i szkoda tracić 2,40 funta na autobus i można się przejść. Ok ale oni nie mają żadnych waliz i tobołów więc przez 1km tachamy to wszystko na swoich barkach. Domy wszystkie takie same, toczka w toczke. Jak klony. Nie to co w Polsce że kto większy, kto lepszy zbuduje. Pięć pięter a mieszka 4 osoby i przychodzi zima i płać i płacz. Wrota do naszej posiadłości otwiera Hindus i wprowadza do środka. Pokazuje pokój który wygląda jakby nie był otwierany przez 3 lata. Od razu chce kase. Pokój 2 osobowy, 120 funtów za tydzień plus depozyt 2 tygodnie, na wejściu zostaliśmy ukarani na 360 funtów a zabraliśmy ze sobą po 500 bo myśleliśmy że to duża kasa. Znajomi zaprowadzają nas do sklepu a tam znowu Hindus za ladą. Zastanawiamy się jak to możliwe przecież Anglicy są biali, widzieliśmy to w telewizji i czemu jest słonecznie i miło a miały być ciągłe deszcze i mgła. Znajoma kupuje nam Oystery to takie karty do poruszania się po Anglii środkami komunikacji miejskiej. Mówią nam żeby doładować je po 20 funtów, no w mordę znowu wydatki. A najlepsze mówią że starczy to na 10 przejazdów. Co z pracą, 1 dzień wydaliśmy we dwoje z kumplem 400 funtów. Znajomi na to macie Oystery to poszukajcie sobie teraz pracy sami. No i nas zostawili. W mordę ale się wkurzyliśmy w Polsce zapożyczyliśmy się na wyjazd a tu takie kwiatki. Wracamy do naszej meliny. Szorujemy czyścimy pokój żeby chociaż jako tako wyglądał. Na parapecie 2cm kurzu. Towarzystwo mamy w domu wyborne dwie Armenki i 3 Tajlandczyków. Zaczęliśmy nawiązywać kontakt, co się okazało Armenki mieszkały 9 lat w Polsce więc władają biegle polszczyzną. Jedna z nich zaproponowała nam pracę na myjni u swojego chłopaka z Pakistanu. Dobra bierzemy co się da. Praca na myjni równała się katordze strasznej 80 samochodów dziennie a nas trzech ja kumpel i szef. Ostra jazda... Szef non stop palił hasz i musiał odpoczywać więc my z kumplem cisnęliśmy ile fabryka daje, najlepsze to że codziennie rano kupowaliśmy Fairy (taki polski Ludwik) i tym myliśmy samochody a klientom mówiliśmy ze to najnowszy szampon z woskiem, łykali tą bajerę jak młode pelikany. Wtedy nauczyliśmy się podstaw angielskiego. Hello Boss, Alright Boss, cały czas Boss, wszyscy byli bossami a my robolami, po 1,5 tygodnia byliśmy tak wyczerpani że nie mogliśmy się ruszać, marzyliśmy tylko o położeniu się spać i odpoczęciu. Po 2 tygodniach okazało się że myjnia będzie zlikwidowana z powodu skończonego kontraktu na wynajem kawałka parkingu na którym się znajdowała. Pierwszy raz w życiu tak się cieszyliśmy z utraty pracy, jak dzieci. Kolejne dni okazały się już mniej śmieszne, kasa zaczęła się kończyć, ale plusem było to że po 2 tygodniach tyry 7/7dni kupiliśmy z kumplem na spółkę laptopa. Jaka była nasza euforia, w Polsce o takim nawet nie marzyliśmy a tu po 2 tygodniach mamy nowiutkiego za 300 funtów. On nam umilał czas i przypominał o dobrych czasach, słuchaliśmy Sunrise Festival z Kołobrzego na którym kiedyś byliśmy, w kółko. Internet mieliśmy ale na korytarzu domu przy drzwiach, oczywiście podłączaliśmy się na lewo do niezabezpieczonych sieci Wifi. Przeważnie do jednej która miała nazwę password, a hasło już się chyba każdy domyśli jakie do niej było. Praca na myjni się skończyła więc stanął przed nami obraz poszukiwaczy pracy. Szukamy, szukamy ale nic a nic nie ma, udaliśmy się do agencji pracy ale też nic nie było z angielskim też nie było słodko, Hello I am looking for a job, po zadaniu pytań przez drugą stronę odpowiadaliśmy Can You reapeat?. Nic nie znaleźliśmy, to nam trochę podcięło skrzydła. Dziewczyna i jej mama który mieszkały w tym samym domu co my mówiły żeby się nie martwić że praca się znajdzie, ale nie chciała. Pieniądze się skończyły, poszliśmy do znajomych którzy nas tutaj ściągnęli, a oni mówią że pożyczą nam pieniądze na bilet powrotny do Polski. Zapewne wiele pseudo znajomych z Polski ucieszyło by się z naszego nieudanego powrotu. Tak samo jak w filmie “Dzień świra” oto modlitwa Polaka. Armenki które mieszkały w Polsce jak się okazało pomogły nam i uratowały od powrotu do Polski z długami. Powiedziały, będziemy wam płacić za mieszkanie i dawać jedzenie do póki nie znajdziecie pracy, póżniej nam oddacie. Myślimy znają nas 3 tygodnie a Polacy co nas ściągnęli 2 lata i chcieli pożyczyć nam na bilet powrotny. O co tu chodzi. Chyba o normalność. Przez cały miesiąc szukaliśmy pracy, dług rósł jak nos Pinocchio, z dnia na dzień coraz większy, ale mieliśmy jedzenie, a przednio gotowały więc nie było tak źle, wzięły nas pod swoje skrzydła.
July 16, 20113 years ago

24 wydanie Tygodnika Oferta

24 wydanie Tygodnika Oferta a w nim 200 ogłoszeń z pracą dla pracowników sektora budowlanego. Najwięcej ogłoszeń praca Londyn, praca w Anglii, oraz jak sprawić żeby Twoja strona była numerem 1 w Google. Zapraszamy do skorzystania z usług pozycjonowania stron www uk firmy Webgiant! Read more
June 20, 20113 years ago

22 Tygodnik Oferta

Zapraszamy do obejrzenia 22 wydanie Tygodnika Oferta a w nim między innymi zaproszenia na koncerty, oraz mnóstwo ogłoszeń w angielskich firmach dla grafików komputerowych oraz specjalistów z branży IT, a takich w Anglii z Polski nie brakuje. Read more
Pages:12